Menu

Czytam w pubie

Co czytamy, jak czytamy, jak interpretujemy

Narodowi bohaterowie czyli kicha na całego

gladys59

240px__

Będzie krótko i na temat. Zajmiemy się sławnymi bohaterami narodowymi, co to przykładem dla młodzieży być mają. Dziś o ich pochodzeniu – narodowym rzecz jasna.

Zacznijmy od najsłynniejszego obcokrajowca, który był i jest powodem do dumy (wątpliwej rzecz jasna) całych pokoleń Polaków. To niejaki Konrad Wallenrod, bohater powieści poetyckiej Adama Mickiewicza. Wychwalany, analizowany od niepamiętnych czasów jako lektura szkolna, porównywany do wszystkiego co dumne, dobre i chwalebne w historii narodu, był obywatelem obcego pochodzenia. Jak pamiętamy, Mickiewicz przedstawił go jako Litwina, szpiegującego w mundurze zakonnika innych zakonników, zwanych w naszej historii Krzyżakami. Ów Konrad, w latach dziewięćdziesiątych XIV, wkradł się w ich łaski, by doprowadzić ich do klęski w walce z …. Litwinami. Nie bardzo mu to wyszło, bo dopiero w 1410 pod Grunwaldem, inny Litwin, Jagiełło rozprawił się z wrogiem. Ten drugi walczył jednak również o wolność Polski, podczas kiedy Konrad skupił swa uwagę tylko na Litwie.

Pytamy po raz pierwszy – dlaczego polski bohater jest Litwinem i o wolność Litwy walczy?

Tak naprawdę Mickiewicz natchnienie do utworu czerpał z historii samego Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie ( tak bowiem brzmi pełna nazwa Krzyżaków).

„Konrad von Wallenrode, Konrad Wallenrod – wielki mistrz zakonu krzyżackiego (jako Konrad IV von Wallenrode) w latach 1391–1393 (…) pochodził ze znanego rodu rycerskiego, wywodzącego swoje korzenie z Frankonii (…) Przypuszcza się, że urodził się pomiędzy 1330 a 1340. Do zakonu krzyżackiego Wallenrode wstąpił najprawdopodobniej około 1370. Początkowo pełnił funkcję prokuratora w Pruskiej Iławie (obecnie Bagrationowsk w obwodzie kaliningradzkim). W 1376 został komturem domowym w Dzierzgoniu, zaś funkcję tamtejszego komtura i zarazem wielkiego szatnego Zakonu sprawował przyszły wielki mistrz, Konrad Zöllner von Rotenstein. Znajomość ta miała z czasem przynieść Wallenrodemu wymierne korzyści. W 1377 wielki mistrz Winrich von Kniprode powierzył Wallenrodemu godność komtura człuchowskiego…. Itd. reszta tu https://pl.wikipedia.org/wiki/Konrad_von_Wallenrode

Jak zatem widzicie był to obcokrajowiec pełnej krwi, z naszym krajem nie mający nic wspólnego.

Pytanie drugie – dlaczego mamy wynosić na piedestał obcego, zwłaszcza niemieckiego pochodzenia, który pewnie nawet nie wiedział, gdzie ta Polska?

Kolejny bohater, a właściwie facet co zainspirował bohatera, chociaż czy to był bohater, bo w ostateczności padł jak długi, to znaczy nie miał długów…

Dobra, po kolei, bo się pogubimy wszyscy w tej naszej zagubionej literaturze.

Niejaki Kordian, tytułowa postać dramatu Juliusza Słowackiego, udaje się na szczyt Mont Blanc - 4808,73 m n.p.m – najwyższa góra w Europie, położona na terytorium Francji. Tam odnajduje ideę swego życia – winkelriedyzm. Nazwa pochodzi od nazwiska Arnolda Winkelrieda – legendarnego bohatera, który w bitwie pod Sempach (1386) poprowadził wojska szwajcarskie do boju przeciwko Austriakom. Oczywiście zginął w walce biorąc na swe piersi nieprzyjacielskie kopie. Czynowi miał towarzyszyć okrzyk: „Droga dla Wolności!” Tak na serio, to ten facet, nie dość, że pochodził z obcego państwa, to ponoć nawet nie istniał.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Arnold_Winkelried

Dlatego efekty naśladowania były mierne, a raczej ich w ogóle nie było. Kordian chciał zabić cara, znaczy się wziąć te kopie na piersi, ale padł ze strachu pod carską komnatą. Proszę, do czego prowadzi ślepe naśladowanie obcych wzorców, jakbyśmy swoich nie mieli.

Pytanie trzecie i czwarte – Dlaczego nadal wciskamy młodzieży podczas lekcji klasyczny kit, że Kordian, chcąc być Winkelriedem Polski, to postać warta uwagi i dlaczego wysyłamy ludzi na ten Mont Blanc? A na Rysach to co, już natchnienia nie ma? Taki Janosik nam nie bliższy? Przynajmniej Słowianin.

A o kolejnej postaci, to już nie wiem, co napisać. To Wernyhora. Obecny jest w dramacie Słowackiego „Sen srebrny Salomei”, na obrazie Matejki i oczywiście w „Weselu” Wyspiańskiego. To on wręcza Gospodarzowi złoty róg mający pobudzić uczestników wesela do walki. (ale o tym innym razem).

Wernyhora to postać bardzo kontrowersyjna. Przede wszystkim był pochodzenia ukraińskiego – „Wernyhora (ukr. Вернигора „Waligóra”, jego prawdopodobne imię to Mosij, czyli Mojżesz) – wędrowny starzec, legendarny wieszcz ukraiński, lirnik kozacki z XVIII wieku (…) Wśród badaczy brak pewności co do tego, czy była to postać autentyczna. Być może Wernyhora był postacią, którą stworzyła ludowa legenda”.

Nie dość, że z Ukrainy, nie dość, że postać fikcyjna to jeszcze jego misja, jak i misje wyżej wymienionych, kończy się klęską. Jasiek róg gubi, Chochoł przejmuje rządy, a Kozak ginie bez wieści.

A może w przypadku Kordiana i Gospodarza to była akcja w stylu Konrada Wallenroda? Znaczy się oni byli takim szpiegami – Konradami. Taki Winkelried podpowiedział młodemu Polakowi, co ma robić wiedząc, że zakończy się to klęską… Podobnie w przypadku Wernyhory… Jeden dbał o interes szwajcarski, bo zabicie cara spowodowałoby brak przypływu jego gotówki do szwajcarskich banków... A Ukrainiec pewnie miał zmowę z carską Rosją i tak kombinował, i tak naściemniał, że żadnej walki o wolność nie było.

Pytanie piąte i ostatnie – Dlaczego obcy? Predatora nie było?

 

© Czytam w pubie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci